Zatrzymaj wirusy

Franciszek Kucharczak Franciszek Kucharczak

|

GN 36/2017

publikacja 07.09.2017 00:00

Dobro jest sobą, zło musi je udawać.

Zatrzymaj wirusy

Nie ma chyba na tym świecie takiego dobra, do którego nie przyczepiłoby się jakieś antydobro. Na każdy pozytyw znajdzie się negatyw, na koncepcję – antykoncepcja, na formację – deformacja, na informację – dezinformacja. Tak jakby coś nie mogło ścierpieć, że ludzie mogliby ot tak, po prostu, cieszyć się z tego, co działa i służy bez przeszkód. Uderzyło mnie to przed laty, gdy w powszechny użytek wchodziły komputery. No nie mogło przecież to pożyteczne urządzenie funkcjonować bez przeszkód – ktoś wymyślił wirus komputerowy, który podstępem (zwykle udając coś dobrego) wdziera się i niszczy. Często bezinteresownie, żeby ludzie nie mieli tak dobrze, żeby była dziura w całym, żeby ktoś się wściekał, ktoś płakał, żeby ktoś musiał ponosić dodatkowe koszty.

Pomyślałem sobie wtedy, że to nieźle oddaje istotę grzechu: zło, udając dobro, skłania człowieka, żeby sobie zaszkodził. Musi udawać dobro, boby przecież nikt inaczej tego nie kupił. Nikt by nie wprowadził do siebie konia trojańskiego, gdyby on nie wyglądał ładnie i gdyby nie wydawał się bezpieczny i pożyteczny. Nikt normalny nie przyjmuje zła jako zło, lecz jako coś, co wydaje mu się dobrem.

Na przykład idzie człowiek ulicą i widzi stoisko z listami do podpisu. Akcja taka. Musi być pożyteczna, bo nazywa się „Ratujmy kobiety”. I ludzie podpisują, czasem świadomi celu, ale często niewiele namyślając się, zwiedzeni pozytywnym brzmieniem hasła. Nie podpisaliby się przecież pod akcją „Mordujmy kobiety” – a przecież chodzi tam dokładnie o to. Bez żadnych dwuznaczności. Celem tej akcji nie jest w najmniejszym stopniu ochrona kogokolwiek, żadne tam ratowanie, tylko właśnie brutalne zabijanie bezbronnych kobiet w ramach aborcji. Mężczyzn zresztą też, jak tam trafi. Co z tego, że to małe kobiety i mali mężczyźni? Każdy z nas był mały, zanim stał się duży, ale jakoś wzrost nie wpływał na nasze człowieczeństwo.

Akcja „Ratujmy kobiety” jest fałszywką. Jest wirusem wymyślonym dla przeciwdziałania dobru, jakim jest inicjatywa ustawodawcza „Zatrzymaj aborcję”, czyli próba zniesienia w Polsce aborcji dokonywanej na dzieciach podejrzanych o chorobę. Już ruszyły podpisy. Trzeba ich zebrać jak najwięcej, tak dużo, żeby jasne się stało, że Polacy chcą nie tylko prawa, ale też i sprawiedliwości. I żeby to zrozumiało nawet Prawo i Sprawiedliwość, które, gdy mu na czymś nie zależy, ugina się nawet przed byle „czarnymi protestami”.

Pojawianie się wirusów zła oznacza, że dzieje się coś dobrego. To prawidłowość, że im większe dobro w czymś jest, z tym większymi przeciwnościami się spotyka.

Zniesienie prawa zezwalającego na zabijanie dzieci podejrzanych o chorobę jest bezdyskusyjnie dobre i nie wymaga żadnych uzasadnień. A zatem ratujmy ludzi i podpisujmy się pod projektem „Zatrzymaj aborcję”.

* * * * *

Laicyzm dla islamu

We francuskim dzienniku „Le Figaro” ukazał się wywiad z emerytowanym dyrektorem gimnazjów w Marsylii Bernardem Ravetem. Kierował on szkołami w północnych dzielnicach Marsylii, gdzie muzułmanie stanowią 90 proc. uczniów. Mówił o symptomach islamizacji, do jakich należy demonstracyjna odmowa jedzenia w stołówce z powodu mięsa, które nie spełnia rytualnych wymogów (choć można skorzystać z innych dań). Zdarza się też zmuszanie uczniów, a nawet nauczycieli muzułmanów do postu podczas ramadanu. Szykany spotykają też dziewczyny chodzące z gołą głową. Były dyrektor ubolewa w wywiadzie, że choć we Francji obowiązuje zakaz noszenia w szkole „ostentacyjnych oznak religijnych”, dziewczyny zdejmują chusty dopiero przed wejściem, a nawet już po wejściu do szkoły. W końcu zadaje dramatyczne pytanie: „Jaki sens ma nasza praca na rzecz laickości, jeśli politycy, kierowani klientelizmem wyborczym, pokazują tak wielką wyrozumiałość?”. Cóż, panie dyrektorze, właśnie na tym to polega, że tak usilnie pracujecie „na rzecz laickości”. „Laickość” to nicość, to oferta dla nihilistów i bezideowców. Czegoś takiego żadne społeczeństwo na dłuższą metę nie wytrzyma.